Kategorie
Allgemein

Prześladowania czarownic w dawnym Szczecinku

„Pochód grozy wyruszył do kata.

Tak w mieście Neustettin skończyły się chude lata.

Od tysiąc pięćset dziewięćdziesiątego drugiego roku

Czterdzieści dziewięć czarownic zmarło w toku.”

Tak mogłoby brzmieć tłumaczenie rymowanki widniejącej na tym banknocie zastępczym z dawnego Szczecinka. Archiwum Pommersches Landesmuseum

W Neustettin miały miejsce liczne procesy o czary – zwłaszcza w latach 1585-1592. Max von Stojentin pisze wręcz o eksterminacji całych rodzin i na podstawie akt wylicza, że ten 7-letni okres sądów pochłonął 22 życia. Tak naprawdę jednak podejrzewa, że ofiar było znacznie więcej i wskazuje dodatkowe źródła („Kulturgeschichtliche Bilder aus der letzten 100 Jahren der pommerschen Selbstständigkeit“, S. 14 http://www.anton-praetorius.de/downloads/Hexen-%20und%20Zauberwesen%20in%20Pommern.pdf).

Szczecinek – wzgórze przy cmentarzu. Zdjęcie: Pommersches Landesmuseum

Lokalni historycy w Szczecinku wskazują wzgórze przy cmentarzu wojennym jako ówczesne miejsce egzekucji czarownic. W latach 70. wybudowano tam maszt radiowy, ale zdaje się, że współcześnie forma wzgórza wisielców może przypominać to na jednym ze szczecineckich banknotów zastępczych.

“Poprzez złe zaklęcia i magię,

Neustettin był w potrzebie.

Ludzie podbiegli do sędziego gromadnie,

Pomóż nam! żeby czarownice spalono przykładnie. “

Archiwum Pommersches Landesmuseum

Specyficzną formę upamiętnienia procesów o czary w dawnym Szczecinku stanowi seria pieniądza zastępczego z 1921 r. Ze względu na ówczesną hiperinflację dodrukowywano lokalnie banknoty o małych nominałach. W Neustettin w ramach serii trzech banknotów o wartości 50 fenigów podjęto temat polowania na czarownice. Kolorowe kreskówki przedstawiają dramatyczne sceny uwięzienia, wyroku i egzekucji na stosie.

Archiwum Pommersches Landesmuseum

„Najwyższa rada miasta chciała ratować.

Czarodziejów i czarownice w kajdany zakuwać.

Zostali skazani i patrzcie na zdjęciu

Kat stoi makabryczny i dziki przy ich ujęciu. “

Baknoty zastępcze z serii procesów o czary w dawnym Szczecinku ukazały się w 1921 roku i mają nominały 50 pfennigów – na rewersie herb miasta Neustettin.Wszystkie trzy banknoty mają rozmiar 90×64 mm. Na każdym banknocie znajduje się rymowanka pasująca do motywu graficznego.

Archiwum Pommersches Landesmuseum

Kategorie
Allgemein

Johannes Bugenhagen i kazanie o czarownicach

Johannes Bugenhagen – spogląda dumnie z opony Croya, szlachetny Doctor Pomeranus stoi między Książętami Pomorskimi, Barnimem IX. i Filipem I. Ten pochodzący z Wolina pastor i uczony był jednym z najbliższych współpracowników Marcina Lutra i przeszedł do historii jako kronikarz i reformator liturgii. Wiosną 1526 r. zapisał w Wittenberdze tzw. „Hexenpredigt” – kazanie o czarownicach, które wygłosił tam Marcin Luter. Ten ważny zapis historyczny zachował się dzięki niemu do dziś. Ilustracja: Fragment Opony Croya w Pommersches Landesmuseum Greifswald

„To bardzo sprawiedliwe prawo, zgodnie z którym czarownice powinny być zabijane, ponieważ wyrządzają wiele szkód, co się często pomija, a mogą one przecież ukraść mleko, masło i wszystko z domu, dojąc je z ręcznika, stołu, uchwytu, wypowiadając odpowiednie słowa i równocześmie myśląc o krowie. A diabeł przynosi mleko i masło do dojonego instrumentu. Potrafią zaczarować dziecko, żeby wciąż płakało i nie jadło, nie spało, itp. Mogą też wywołać tajemnicze choroby w ludzkim kolanie, które konsumują potem cały organizm. Kiedy widzisz takie kobiety, mają one diaboliczne formy, ja kilka widziałem. Dlatego należy je zabijać. “

Kazanie: „Nie pozwolisz czarownicą żyć”

Pełny tekst kazania można przeczytać na stronie internetowej grupy roboczej ds. badania zbrodni względem domnienmanych czarownic, Lipsk: https://www.hexenprozess-leipzig.de/?p=60#fn-1

Opona Croya Uniwersytetu w Greifswaldzie na ekspozycji w Pommersches Landesmuseum Greifswald
Kategorie
Allgemein

Prawa czarownicy? Postępowanie sądowe w procesach o czary

Autor tekstu: Paul Sperber

Z dzisiejszej perspektywy może to zabrzmieć paradoksalnie: orzecznictwo w procesach o czary?

Jak najbardziej, ponieważ czary uważano właśnie za akt prawny. Dlaczego jednak w ogóle rzekome czarownice były prześladowane? Krótko mówiąc, były one uznawane za poplecznice diabła, które celowo wyrządzały szkody jak nieurodzaj, burze, pożary, a także nieszczęścia dotykające pojedyncze osoby jak poronienia czy choroby. W chrześcijańskim średniowieczu i we wczesnym okresie nowożytnym już sam strach przed szatanem dawał podstawę do tropienia i skazywania na śmierć potencjalnych pomocników diabła.

I choć wszystko to było oparte na wierze, procesy czarownic nie podlegały jurysdykcji Kościoła. Wręcz przeciwnie, Kościół katolicki w średniowieczu wyraźnie potępiał ich lincz. A siejąca postrach inkwizycja, przynajmniej początkowo, zdecydowanie sprzeciwiała się prześladowaniu czarownic, ponieważ jej zadaniem było ściganie heretyków, czyli wiarołomnych chrześcijan, nie magów. Stąd też to sądy świeckie sprawowały jurysdykcję w sprawach o czary.

Paul Sperber przy murach miejskich w Greifswaldzie – nowy sprzymierzeniec w sieci na rzecz rehabilitacji domniemanych czarownic na Pomorzu.
Zdjęcia: Pommersches Landesmuseum

Z końcem XIII w. nastąpiła istotna zmiana w kościelnej wykładni, wg której już samo zaprzeczanie istnieniu czarownic uznawano za herezję. Kluczową rolę w procesie systematycznego prześladowania czarownic odegrał dominikański mnich Heinrich Kramer (* 1430- † 1505), który w 1478 r. został mianowany inkwizytorem. Sześć lat później ów mnich przedłożył papieżowi Innocentemu VIII dokument, w którym uznawano istnienie czarownic i legitymizowano ich prześladowania – słynną bullę Summis desiderantes affectibus. Odtąd inkwizytorzy prześladujący czarownice działali na zlecenie i w imieniu Kościoła katolickiego. Jeszcze w tym samym roku Kramer wydał swoje słynne dzieło „Malleus maleficarum”, znane również jako „Młot na czarownice”. Był to katolicki traktat na temat czarownictwa, który nawoływał do ostrej walki z szerzącymi się w praktykami magicznymi i satanicznymi oraz nakazywał aktywną współpracę i pomoc inkwizytorom. Celem traktatu było przedstawienie wykładni legitymizującej ówczesny wymiar sprawiedliwości do organizacji procesów o czary i osłabienie argumentów przeciwników tychże. Kramer usprawiedliwiał prześladowania czarownic scholastycznie aż w końcu zażądał ich całkowitej eksterminacji. Udało mu się wymiernie wzmocnić swoją pozycję właśnie dzięki Malleus maleficarum.

Większość polowań na czarownice miała miejsce między XV a XVIII wiekiem, a liczbę ofiar szacuje się na około 60 000 osób w całej Europie. Prawie połowa z nich zginęła na obszarze Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, jak podaje Gerd Schwerhoff w swojej publikacji poświęconej najnowszym wynikom badań.

Współczesne niemieckojęzyczne naukowe wydanie „Młota na czarownice”

Jednak nie tylko katolicy prześladowali czarownice. Również reformacja nie przyniosła poprawy sytuacji osób oskarżonych o czary, wręcz przeciwnie – w praktyce Kościół protestancki traktował czarownice znacznie brutalniej. Marcin Luter opowiadał się za prześladowaniem czarownic: „To niezwykle sprawiedliwe prawo, które nakazuje skazywanie czarownic na śmierć, ponieważ powodują wiele szkód”.

Od 1532 r. to Constitutio Criminalis Carolina, wydana za panowania cesarza Karola V, stanowiła podstawę prawną w Świętym Cesarstwie Rzymskim w procesach o czary. Zgodnie z jej przepisami skazanie mogło nastąpić jedynie wtedy, gdy wystąpiły rzeczywiste szkody (odrzucono w nim stosowanie wyroku śmierci na podstawie wyroków wydanych w ramach ordaliów – sądów bożych lub uzyskanych np. w próbach wody itp.). Carolina wprowadzała również określenie winy jako podstawy odpowiedzialności karnej. 

Kościoły katolicki i protestancki różniły się w zakresie interpretacji nowych przepisów – ten ostatni stosował znacznie bardziej surową wykładnię. Jednak jedna zasada, której musieli się podporządkować wszyscy sędziowie i prokuratorzy brzmiała: bez przyznania się do winy, nie ma skazania. (…) Około 1600 r. ukazało się „Instructio Proformandis processibus in causis Strigum, Sorrilegiorum & maleficiorum”, a także „Instructio des Sanctum Officium” lub w wolnym tłumaczeniu „Instrukcja procesowa w sprawach o czary”. Na podstawie tego źródła, można dość dokładnie zrekonstruować regularny przebieg takiego procesu.

Kazanie Lutra – część ekspozycji na Zamku w Penzlin – Museum Burg Penzlin. Das Hexenmuseum in Mecklenburg

Punktem wyjścia dla każdego procesu było postawienie domniemanej czarownicy w stan oskarżenia. Dość często zarzut opierał się na plotkach lub donosach, jednak można było również zostać oskarżonym o śmierć lub chorobę osoby z powodu rzekomych czarów. Jeśli lekarz w ramach konsultacji ustalił naturalną przyczynę zgonu, postępowanie było umorzone. Jeśli przyczyna nie była naturalna, bywało że o opinie proszono innych medyków i dokładnie sprawdzano dowody. Jeśli uznano, że nie miało miejsca nic podejrzanego, sprawa była umorzona.

Jeśli jednak przyczyn choroby czy śmierci doszukano się w możliwych czarach czy konszachtach z diabłem, to podejrzana wiedźma była zatrzymywana. Za miejsce aresztu służyła najczęściej wieża więzienna lub wieża w murach miejskich. W tym samym czasie przeprowadzono przeszukanie domu oskarżonej. Sama osoba zatrzymana była rozbierana do naga, a jej włosy podpalano albo golono. Miało to zapobiegać używaniu ukrytych magicznych mikstur czy talizmanów. Ponadto na ciele poszukiwano tzw. śladów czarownic, np. znamion, które interpretowano jako „pieczęć diabła”.

Instrumenty tortur – wystawa na Zamku w Penzlin – Museum Burg Penzlin. Das Hexenmuseum in Mecklenburg

Następnym krokiem było przesłuchanie, które składało się z trzech następujących po sobie faz: przesłuchanie polubowne, podczas którego przesłuchanie prowadził sędzia; territion (strach), czyli przesłuchanie z przedstawieniem narzędzi tortur; i wreszcie przesłuchanie z użyciem tortur (Pein – ból), w którym wykorzystano narzędzia takie jak łoże „sprawiedliwości” czy zgniatacz kciuków. W trakcie przesłuchania zabronione było używanie pytań sugestywnych. Zgodnie z ówczesnym prawem tortury nie powinny być stosowane jednorazowo dłużej niż przez godzinę, ale zasada ta nierzadko była ignorowana. Ponadto inna reguła stanowiła, że jeżeli po trzykrotnym torturowaniu oskarżona nie przyznała się do winy, to akt oskarżenia musiał być wycofany, a zatrzymana zwolniona z aresztu. Jeśli oskarżona zmarła w wyniku tortur, w aktach procesu lub protokole przesłuchania często wpisywano „in Cartzer de mortua” („umiera w więzieniu”). Co ciekawe, każdemu oskarżonemu, w tym ludziom biednym, przydzielano obrońcę, a następnie dawano możliwość udokumentowania własnej obrony na piśmie. Jeżeli w trakcie procesu sędziowie nie wydali wyroku i nie zapadł on również w wyższej instancji czy przed innym składem sędziowskim, to postępowanie musiało zostać umorzone.

Zgniatacz kciuków – Museum Burg Penzlin. Das Hexenmuseum in Mecklenburg

Następnym, choć nieoficjalnym krokiem były ordalia. Jednym ze środków dowodowych w ramach sądów bożych służących ustaleniu winy lub niewinności oskarżonego była próba zimnej wody, polegająca na wrzuceniu do niej skrępowanej linami rzekomej czarownicy. Jeśli utonęła, oznaczało to, że była niewinna, choć to rozwiązanie sprawy na niewiele się oskarżonej zdało. Jednakże takie pławienie czarownic nie mogło być materiałem dowodowym w oficjalnym procesie przed sądem powszechnym.

Po przyznaniu się do winy nierzadko odbywało się drugie przesłuchanie, w którym sędziowie i kaci wypytywali o współspiskowców i inne czarownice, gdyż przyjmowano, że musiały się one między sobą znać i udawać wspólnie na sabat.

Po przyznaniu się do winy i prawomocnym wyroku, skazana była prowadzona na miejsce egzekucji. Powszechnym sposobem wykonywania kary śmierci było spalenie żywcem na stosie. Celem nie było poddawanie jej dalszej agonii – w tamtych czasach uznawano, że ogień ma moc oczyszczającą, a spalenie na stosie gwarantuje oczyszczenie grzesznej duszy. Dla czarownic wywodzących się ze stanu szlacheckiego, takich jak Sydonia von Borck, przewidziany był lżejszy wymiar kary. W takich przypadkach wyrok śmierci wykonywany był przez ścięcie, a dopiero zwłoki palone były na stosie. Uznawano to za akt łaski, którego udzielano także osobom spoza stanu szlacheckiego.

Dawna sala sądowa na Zamku w Penzlin – Museum Burg Penzlin. Das Hexenmuseum in Mecklenburg

Autorem tekstu jest Paul Sperber – student studiów magisterskich na Uniwersytecie w Greifswaldzie na kierunku historii sztuki.

Źródła: 

Rainer DECKER: Die Päpste und die Hexen. Aus den geheimen Akten der Inquisition, Darmstadt 2 2013. 

Marco FRENSCHKOWSKI: Die Hexen. Eine kulturgeschichtliche Analyse, Wiesbaden 2 2016. 

Heinrich KRAMER (Institoris): Der Hexenhammer. Malleus Maleficarum. Kommentierte Neuübersetzung (hrsg. v. Günter Jerouschek und Wolfgang Behringer), München 3 2003. 

Brian LEVACK: Hexenjagd. Die Geschichte der Hexenverfolgungen in Europa, München 4 2009. 

Gerd SCHWERHOFF: Vom Alltagsverdacht zur Massenverfolgung. Neuere deutsche Forschungen zum frühneuzeitlichen Hexenwesen (Geschichte in Wissenschaft und Unterricht 46), Seelze 1995, S. 859-380.

Kategorie
Allgemein

W drodze do Marianowa

4 września 2020 r., Zamek Książąt Pomorskich. Dr Paweł Gut prezentuje okładkę ponad czterystuletnich akt procesowych (1601-1602). Znajdują się w Archiwum Państwowym w Szczecinie i dotyczą ostatniej skargi Sydonii von Borck w sporze z bratem Ulrykiem o zaległe alimenty i spadek, przysługujące jej po śmierci siostry Doroty. I tym razem spełzło na niczym. Ulryk zmarł 11 listopada 1603 r. pozostawiając Sydonię praktycznie bez szans na wygranie sprawy. Na początku 1604 r. (wg Georga Sello, Quellenedition, t. 3, s. 144) została ona przyjęta do klasztoru Marienfließ za wstawiennictwem „uczciwych i szlachetnych ludzi”. Można tylko przypuszczać, że decydujące znaczenie miały tu względy ekonomiczne.

Wykład w Zamku Książąt Pomorskich, Zdjęcie: Pommersches Landesmuseum

Magdalena, Sabina, Augusta, Eleonora i Charlotta – to imiona niektórych kobiet zamieszkujących klasztor w Marienfließ (Marianowie) w 1736 r. Był to jeden z pięciu zredukowanych w ramach reformacji klasztorów, zmienionych w 1569 r. w fundacje klasztorne dla panien ze szlacheckich rodzin. W 1755 r. ukazał się artykuł Johanna Carla Dähnerta zawierający spis pensjonariuszek konwentu i transkrypcję regulaminu klasztornego przyjętego przez sejmik w Wolinie 23 marca 1569 r. Mówił on, że w konwentach mogło mieszkać 20 dziewic powyżej 15 roku życia. Dodatkowo uwzględnionych było: 10 pomocników (2 służące regentek, 2 służące panien, 1 pomocnica, 1 zarządzająca spiżarnią , 1 kucharka, 2 dłużące i odźwierny). W regule, czyli zbiorze zasad sformułowany był też przebieg dnia. Panny miały nosić czarne ubrania i białe woalki. Mieszkanie i ogród były dla wszystkich bezpłatne, dodatkowo każda kobieta otrzymywała „deputat”. Był to naturalny dochód z dóbr klasztornych, który był na tyle szczodry, że mógł zostać w razie potrzeby sprzedany.

Zdjęcie: Archiwum Pommersches Landesmuseum

W 1604 r., zaledwie kilka miesięcy po wstąpieniu Sydonii do klasztoru, mnożą się skargi na jej zachowanie. Większość z nich pochodzi spod pióra odźwiernego klasztoru, Johannesa von Hechthausena. Opisuje on Sydonię von Borck jako „niespokojną, dziwną istotę”, która od samego początku pobytu w tym miejscu nie przestrzegała rządzących nim zasad. Szlachcianka miała odnosić się do wszystkich z niechęcią, w dodatku wyruszała samotnie na niespodziewane, podejrzane wycieczki o nietypowych porach. Ku jego niezadowoleniu brama klasztorna musiała być otwierana dla niej nawet o drugiej nad ranem!

Zdjęcie: Archiwum Pommersches Landesmuseum

Świadkiem nocnych wypraw Sydonii był być może monumentalny dąb . Georg Sello wspomina o ilustracjach, które przedstawiają Marienfließ i wskazuje na litografie Kypkego. Jedna z nich ma przedstawiać „Dąb Sydonii w Marienfließ”, pod którym podobno Sydonia lubiła odpoczywać ze swoim kotem na kolanach. Istnieje przypuszczenie, że mógłby być to ten sam dąb, który występuje w „Baśniach ludowych z Pomorza i Rugii, Diabelskie legendy i inne z Marienfließ” (1890) Ulricha Jahna jako „Diabelski Dąb”. W każdym razie drzewo musiało być popularnym motywem fotograficznym, bo często spotyka się je na starych fotografiach i pocztówkach.

Zdjęcie: Archiwum Pommersches Landesmuseum
Pocztówka: Archiwum Pommersches Landesmuseum

Gottlieb Samuel Pristaff zapisał się w historii jako fałszerz, wyspecjalizowany w dokumentach odnoszących się do Księstwa Pomorskiego – falsyfikaty sprzedawał w połowie XVIII w. osobom prywatnym i bibliotekom. Zanim niecny proceder Pristaffa wyszedł na jaw, cieszyły się one dużą poczytnością. Wśród jego “dzieł” znalazł się też dokument dot. historii klasztoru w Marianowe, o czym pisał już Hermann Hoogeweg w 1925 r. Archiwum klasztoru spłonęło w całości w pożarze w 1549 r. Na szczęście w kilku szczegółowych odpisach zachował się jego akt fundatorski. W monografii „Die Stifter und Klöster der Provinz Pommern” Hoogeweg wspomina o 26 odpisach dokumentów na temat Marianowa wykonanych w XVI i XVII w. (niektóre z nich miały wówczas być dostępne w dwóch lub trzech wersjach). Siedem dotyczyło czasów po 1536 r., dziewięć przed. Jeden z dokumentów uznano za falsyfikat, którego autorem był wspomniany Gottlieb Samuel Pritstaff.

Zdjecie: Pommersches Landesmuseum

W drugiej połowie XIX wieku czarostwo znalazło się w polu zainteresowania etnografii. Ulrich Jahn, który zasłynął z kolekcjonowania opowieści ludowych, opublikował w 1886 roku pracę pod tytułem „Hexenwesen und Zauberwesen in Pommern“. Ten pochodzący z Züllchow (Żelechowa) nauczyciel języka niemieckiego i religii poświęcił się już w czasach studenckich zbieraniu ustnych opowiadań mieszkańców regionów wiejskich. Dzięki jego zapiskom przetrwała bogata dokumentacja magicznych błogosławieństw i czarodziejskich zastosowań.

Z dawnego Marianowa (Marienfließ) pochodzi na przykład zaklęcie, które w tłumaczeniu na język polski mogłoby brzmieć jak następuje:

„Trzej aniołowie zstępują z nieba:Jeden nazywa się Józef,trzeci nazywa się: „Krwio, zatrzymaj się zstępując”.Odmówić trzy razy i równocześnie dmuchnąć na krzyż. Marienfließ, Kr. Saazig“

Literatura:

H. Kypke: Bilder aus dem Marienfließer Klosterleben, 1885: https://zbc.ksiaznica.szczecin.pl/dlibra/publication/1486/edition/1234/content?ref=desc

Nachricht von dem ehemaligen und gegenwärtige Zustand des Klosters Marienfließ, In: J. C. Dähnert, Pommersche Bibliothek, Greifswald 1755, Bd. IV, S. 207 – 217. https://digitale-bibliothek-mv.de/viewer/image/PPN774811781_1755/231/

Kloster Marienfließ. Von 1604 bis 1619 lebte Sidonia von Borcke in Marienfließ: https://von.borcke.com/wp-content/uploads/2016/02/Marienflie.pdf (10.09.2020)

Hermann Hoogeweg: Die Stifter und Klöster der Provinz Pommern. Band 2, Leon Saunier, Stettin 1925, S. 110–120.

Marienfließ: http://www.saatzig.de/marienfliess.html (10.09.2020)

Dirk Alvermann: Eine unruhige, wundersame Creatur. Das Leben der Sidonia von Borcke, 1998

Ulrich Jahn: Hexenwesen und Zauberei in Pommern, In: Baltische Studien (Jg. 36, Heft 1/4, 1886): https://digitale-bibliothek-mv.de/viewer/image/PPN559838239_AF_36/184/LOG_0022/?fbclid=IwAR2N5hEY3Buaceb81Q7pTTfPkzCkB4c14o-WGi4Da782Hi1ip3ETfiwzYxc


Kategorie
Allgemein

W przyklasztornym ogrodzie

W ogrodzie przyklasztornym Muzeum Pomorza w Greifswaldzie spotykamy aktorkę, Katję Klemt. Dziś zaczyna się jej śledztwo w sprawie domniemanej czarownicy – Sydonii von Borck. „Chciałabym zrozumieć, jak zostaje się czarownicą” – wyjaśnia lekko zachrypłym głosem. To ona da głos szlachciance w niemieckiej wersji słuchowisk kryminalnych, które będą częścią „Akt Sydonii”.

Katja przechadza się niespiesznie między rabatami ogrodu z ziołami. Od czasu do czasu schyla się i wącha wybraną roślinę. Jest już sierpień, wiele ziół kuchennych i roślin leczniczych już przekwitło. Pochyla się nad lulkiem i wdycha silny zapach wrotycza. Czy tak samo robiła Sydonia w ogrodzie klasztoru w Marianowie (Marienfließ)?

Wiele ziół ma wszechstronne zastosowanie, a ich znajomość bywała w dawnych czasach zbawienna. Niedocenienie ich mocy i nieprawidłowe zastosowanie może się jednak źle skończyć.

Wiele zależy od podanej dawki. Taki choćby lulek – niewielka porcja uśmierza ból, ale po przedawkowaniu może wywoływać halucynacje. W późnym średniowieczu uważany za diaboliczny składnik mikstur czarownic. Podobno na Pomorzu pewna kobieta stanęła przed sądem za doprowadzenie mężczyzny do szaleństwa poprzez włożenie mu nasion lulka do butów. Georg Homann napisał w swoim zielniku „Rośliny trujące Pomorza do użytku szkół miejskich i wiejskich”: „Moc tej rośliny bywa wykorzystywana jako lekarstwo, poza tym wszystkie jej części są trujące. Powodują odurzenie, niezwykłą wesołość, suchość w gardle i napady duszności”.

Dziurawiec z kolei znany jest w języku niemieckim pod nazwami Hexenblume, Teufelsbiss czy Jageteufel. W Polsce funkcjonuje natomiast jako: ziele świętego Jana (świętojańskie) czy boginki, dziurawik, zanowyt, arlika, przestrzelon, michałkowate ziele, krzyżowe ziele, dzwoniec, dzwonki Panny Marii, a także krew Matki Bożej. Dawniej nazywano je też fuga daemonum (ucieczka demonów), co może sugerować, że dziurawca używano do wypędzania duchów nieczystych. Źródła niemieckojęzyczne podają, że ciemny sok rośliny ma cudowną moc i jest lekarstwem na magię i moc diabła.

Związek między człowiekiem i przyrodą silnie rezonuje w nazwach roślin. Do dziś stosuje się takie, które zawierają słowa: wiedźma, diabeł czy magia, i świadczą o braku zrozumienia lub strachu ludzi względem otoczenia. Wiele z takich „magicznych” roślin charakteryzuje się ambiwalencją – z jednej strony wyrządzają krzywdę lub chorobę, z drugiej leczą lub chronią.

Tak jest też w przypadku pokrzywy. Bogata w minerały i witaminy, ceniona jest za właściwości przeciwzapalne. Jednocześnie sieje postrach wśród dzieci i dorosłych, szczególnie latem, bo wywołuje nieprzyjemnie swędzące pęcherze na nieosłoniętej skórze. W języku niemieckim jej nazwa to Brennnessel, od słowa brennen – palić lub parzyć, a to ostatnie odnosi się też do jednego z potocznych polskich określeń na pokrzywę, tj. parzawica. Motyw listka pokrzywy z literą „S” (od imienia Sydonii) stał się symbolem naszego przedsięwzięcia.

Zdjęcia: Pommersches Landesmuseum

Na zdjęciu w tle rozpoznać można ścianę szczytową murowanej biblioteki dawnego klasztoru franciszkanów (obecnie Muzeum Pomorza w Greifswaldzie). Na lewo od budynku biblioteki rozciągał się dawniej ogród mnichów. Od 1491 roku ogród znacznie zwiększył swe podwoje, kiedy to Katharina Rubenow zapisała klasztorowi dodatkowo duży sad.

W nawiązaniu do tej tradycji do dziś w muzeum kultywowana jest sztuka ogrodnicza. Oprócz drzew odnoszących się do zwyczajów sadowniczych powstały – zgodnie ze starą tradycją klasztorną – rabaty z roślinami służącymi do farbowania, ziołami kuchennymi, leczniczymi, symbolicznymi roślinami religijnymi, a także warzywami. Źródła pisane dostarczają nam informacji na ten temat – np. wykaz ziół leczniczych Karola Wielkiego „Kapitulare de Villis”, notatki mnicha Walahfrida Strabo z „Hortulusa” oraz przekazy na temat tradycji klasztoru benedyktynów w St. Gallen z XVII wieku.

Literatura:

Renate Silina-Pinke: Hexenpflanzen im Deutschen und Lettischen, In: Hexen. Historische Faktizität und fiktive Bildlichkeit; Marion George, Andrea Rudolph (Hg.); 2006, s. 35-45

Mikołaj Radomski: Grunt to zdrowie, 2019

Repro: Georg Gotthilf Jacob Homann: Rośliny trujące Pomorza. Giftpflanzen von Pommern, 2018

Kategorie
Allgemein

Archiwa chronią skarby historii

Tak jest też w przypadku Archiwum Krajowego w Greifswaldzie, w którym przechowywane są archiwalia rodziny von Borcke. Wsród nich kartka z wklejonym zdjęciem – przedstawia rzekomy portret Sydonii von Borcke, przypominający swoją kompozycją słynny, podwójny portret Muzeum Narodowego w Szczecinie.

Zgodnie z napisem na arkuszu archiwalnym, ta czarno-biała kopia została wykonana techniką fotograwiury. Dwaj badacze losów Sydonii, Georg Sello i Wulf-Dietrich von Borcke, uznają ten obraz za pierwowzór wielu innych portretów przypisywanych Sydonii, które powstały w XVIII i XIX wieku, w tym szczecińskiego obrazu Sydonii oraz ryciny Ganza z archiwum Muzeum Pomorza w Greifswaldzie (Pommersches Landesmuseum Greifswald).

Obraz który zachował się na karcie w archiwum rodziny Borcków jest pierwowzorem i miał po kilkukrotnych zmianach właściciela należeć od 1835 roku do hrabiów von Borcke-Stargordt i ulec zniszczeniu podczas pożaru pałacu w Starogardzie Łobeskim (Stargordt) w 1945 roku.

Zdjęcie archiwalne: Landesarchiv Greifswald; Rep. 38d Borcke Nr. 106 d6.

Źródła:

Georg Sello: Sidonia Borcke. Vermischte Urkunden (Bd. 3,2) https://digitale-bibliothek-mv.de/viewer/image/PPN781987210/80/#topDocAnchor

Wulf-Dietrich von Borcke: Sidonia von Borcke. Die Hexe aus dem Kloster Marienfließ. 1548-1620.

Kategorie
Allgemein

Uwalniamy akta Sydonii!

Zgodnie z przekazami, 19 sierpnia 1620 roku w Stettinie za czary zostaje stracona Sydonia von Borck. Gdyby sprawa Sydonii toczyła się dzisiaj, jej twarz oglądalibyśmy na pierwszych stronach tabloidów.

Ponieważ w XVII wieku nie istniały jeszcze aparaty fotograficzne, a Sydonia nie należała do rodu książęcego dysponującego nadwornymi artystami i nie wstąpiła nigdy do takiej rodziny choćby przez małżeństwo, nie mamy pewności czy kiedykolwiek została sportretowana. Jednak mimo że od jej śmierci mija 400 lat, możemy wyobrazić sobie jak wyglądała dzięki szeregowi dzieł, dla których była inspiracją. Na tym tle wyróżnia się owiany legendami i opowieściami podwójny portret Sydonii, spoczywający obecnie w Muzeum Narodowym w Szczecinie, a także grafika ze zbiorów Pommersches Landesmuseum w Greifswaldzie. 

Dosyć jasny obraz Sydonii wyłania się natomiast ze źródeł pisanych. Do dzisiaj zachowały się w archiwach w Greifswaldzie i w Szczecinie odręcznie pisane akta procesowe, listy i notatki opisujące np. spory, w które Sydonia była zamieszana. Jednymi z najcenniejszych dokumentów są notatki sporządzone własnoręcznie przez samą oskarżoną i przez nią podpisane. Między wierszami tych świadectw wyłania się jeszcze jeden portret Sydonii – kobiety, która przez całe życie walczyła o swoje prawa.

Uwalniamy akta Sydonii! Po 400 latach od śmierci tej bodajże najsłynniejszej pomorskiej szlachcianki wracamy do jej sprawy.

Druk – Sydonia von Borck (Archiwum: Muzeum Pomorza w Greifswaldzie/ Pommersches Landesmuseum)